Odszedł wybitny Artysta – Wojciech Szelachowski

Z ogromnym smutkiem żegnamy Wojciecha Szelachowskiego – Mistrza i wizjonera teatru, reżysera, aktora, poetę, wykładowcę akademickiego, znakomitego autora sztuk.
Artysta był absolwentem białostockiego Wydziału Teatru Lalkowego Państwowej Wyższej Szkoły Teatralnej im. Aleksandra Zelwerowicza w Warszawie (1979/80 – 1985/1986). Jako reżyser zadebiutował w 1984 roku na scenie Białostockiego Teatru Lalek przedstawieniem „Pan Fajnacki” swojego autorstwa. Wyreżyserował ponad 70 sztuk teatralnych. Był wieloletnim wykładowcą na Wydziale Sztuki Lalkarskiej w Białymstoku Akademii Teatralnej w Warszawie oraz w Policealnym Studiu Wokalno-Aktorskim w Białymstoku. W latach 1992-2003 był dyrektorem artystycznym Białostockiego Teatru Lalek.
Wojciech Szelachowski wraz ze swoją twórczością artystyczną szczególnie zapisał się w historii polskiego teatru, ale również pozostawił ślad w pamięci i sercach tych wszystkich, którzy mieli przyjemność z Nim współpracować. W pamięci białostockiej publiczności szczególnie zapisały się takie spektakle jak: „Krótki kurs piosenki aktorskiej”, „Niech żyje Punch”, „Kabaret dada”, czy „Państwo Pajnackich”.
Za swoje spektakle wielokrotnie honorowany prestiżowymi nagrodami, tj. Nagroda HENRYK za całokształt twórczości (2020), Nagroda Artystyczna Prezydenta Białegostoku (2015), Nagroda im. Jana Dormana (2002).
Jego autorski sposób myślenia o teatrze lalek i teatrze w ogóle, wielokrotnie inspirował, zaskakiwał, a także wybijał z utartych schematów. Zasłynął jako autor i reżyser słynnych teatralnych „Kursów”: „Krótki kurs piosenki aktorskiej” (1995), „Krótki kurs wychowania seksualnego” (1998), „Krótki kurs poezji dziecięcej na przykładzie Tuwima” (2003), „Krótki kurs dobrego smaku, czyli opera jednego kelnera” (2004), „Krótki kurs Wiecznego Grabarza, czyli Dziady Reaktywacja” (2015).
Jako wykładowca w białostockiej Akademii Teatralnej, na kierunku Reżyseria, wyróżniał się swoim nieszablonowym sposobem nauczania oraz prowadzenia studentów. Studenci Wojciecha Szelachowskiego z tęsknotą wspominają zajęcia na uczelni:
Jerzy Machowski: Z Profesorem kojarzy mi się poczucie pełnej akceptacji i swobody. Na zajęciach można było powiedzieć wszystko, nawet coś kompletnie niegotowego. On potrafił to docenić, zobaczyć w tym wartość i udoskonalić to. Nie ustawiał się w pozycji profesora, ale bardziej doświadczonego kolegi. Nie wstydziliśmy się pokazać mu niedopracowanej etiudy. Mieliśmy do niego pełne zaufanie. Nie baliśmy się przy nim mówić ani myśleć. Miał w sobie gotowość na każdy trop interpretacyjny. Ważne były dla niego okoliczności tworzenia. Mieliśmy u Profesora na zajęciach swoiste laboratorium reżyserskiej myśli. Z każdego ziarenka (każdej drobnostki, luźnej myśli) mogliśmy tu i teraz zrobić kiełkowanie, owocowanie, a następnie zbiory.
Edyta Januszewska: Potrafił zapalić się do wszystkiego. Czego zawsze mu zazdrościłam. On się nie poddawał. Brał coś na warsztat i od razu działał. Wiedział, że może to zrobić teraz, natychmiast. W działaniu artystycznym był gorący, natychmiastowy i niecierpliwy.
Przy nim nie wstydziłam się swojej niewiedzy ani pomysłów. Nie wstydziłam się przyznać ze nie wiem, nie umiem. Wiedziałam, że mi pomoże.
Irek Maciejewski: Artysta przez duże A, który miał nieszablonowe podejście do sztuki teatru. Był to pozytywnie szalony człowiek. Jego zdaniem ze wszystkiego można było zrobić sztukę. Pracując nad czymś, wielokrotnie stawiałem sobie pytanie: „Jak Wojtek by do tego podszedł?”. Jego sztuka, to było łamanie schematów, ciągłe poszukiwanie, chciał iść ciągle do przodu przed wszystkimi, jak jego Teatr Najnowszy. Był takim fajnym druhem, potrafił nagle zadzwonić i powiedzieć, że ma pomysł „zawracania Wisły kijem” i czy w związku z tym przyłączę się do tego pomysłu. Imponował własną odwagą artystyczną. Imponował szaleństwem i wiarą. Zawsze stawał po stronie studentów.
Niewątpliwie był Artystą Wybitnym, ale przede wszystkim ciepłym, pełnym pasji, życzliwości i wiary w ludzi człowiekiem. Pozostawił po sobie piękny i wartościowy dorobek artystyczny, ale również wspomnienia, którymi teatralne środowisko będzie żyło przez długie lata.
DZIĘKUJEMY!
Do zobaczenia…
Fot. Maria Wilma-Hinz

